Gdy coś przyjdzie mi do głowy, to wykazuję się małą dozą cierpliwości. Zawsze, jak "zapala" się żaróweczka i pojawia pomysł, to od razu chcę wprowadzić go w życie. Wtedy też najlepiej mi się nad danym projektem pracuje- jestem pełna energii i entuzjazmu.
Tak też było z szyciem. Jak już postanowiłam, że szyć będę, to musiałam zacząć natychmiast. Nie miałam jeszcze lalki- i co z tego?

Poszukałam wymiarów i wzięłam się do pracy.
Przed przyjazdem Silje miała już jakieś 3-4 sukienki (mniej lub bardziej dopasowane, trzeba przyznać).
Projektowanie i szycie pochłonęło mnie tak bardzo, że dosłownie zabunkrowałam się w domu. Po pracy siadałam do maszyny, w weekendy też nie odpuszczałam. Tak to się zaczęło toczyć.
Od tamtego czasu nie było miesiąca, bym czegoś nie uszyła.
Obecnie jednak, po okresie euforii, jestem w stanie wygospodarować czas na inne przyjemności, jak czytanie, czy rysowanie. To ostatnie strasznie zaniedbałam (i już do niego nie wrócę na taką skalę, jak kiedyś), a jak już najdzie mnie chęć na bazgranie, w moich rysunkach też panoszą się dollfie...